|
|
Neal Stephenson jest pisarzem najsilniej obecnie wpływającym na rozwój fikcji naukowej. Od kilkunastu lat każda kolejna jego książka stanowi o narodzinach lub śmierci jakiegoś podgatunku literackiej fikcji. Tak “Zamieć” (1992) wyznaczyła granicę cyberpunkowi. “Diamentowy wiek” (1995) za-początkował i, jak twierdzą niektórzy, także wyczerpał konwencję powieści nanotechnologicznej. Czy można posunąć się w fikcji spekulacyjnej jeszcze dalej? “Cryptonomicon” (1999) stanowił krok w zupełnie inną stronę, łącząc fikcję historyczną o II wojnie światowej z niezwykle realistycznymi prognozami rozwoju cywilizacji informatycznej XXI wieku.
W “Cyklu Barokowym” - monumentalnej trylogii, którą rozpoczyna “Żywe srebro”” - Neal Stephenson podejmuje próbę dotarcia do kolejnej granicy literatury. Tym razem sięga nie w przyszłość i do kresu wyobraźni - lecz w głąb, do samych korzeni współczesnej cywilizacji Zachodu.
Jak narodziła się nowożytna nauka? Jak narodziła się nowoczesna gospodarka? Czy ich ewolucja aż do obecnej postaci była konieczna i nieunikniona, czy też mogła potoczyć się inaczej? Neal Stephenson sięga do tego punktu w historii, gdy nic jeszcze nie było tu przesądzone i decydowało się, co w ogóle będziemy uważać za “naukę” i “ekonomię”.
Dziwna historia Neala Stephensona
Ze zdjęcia usmiecha się do mnie łysy, czarnobrody, starszy mężczyzna. W czarnym garniturze i z książką w ręce mógłby kojarzyć się z szanowanym politykiem. Tymczasem jest on pisarzem i to bardzo dobrym. To Neal Stephenson, jeden z najbardziej znanych twórców science-fiction na świecie – każda jego książka popycha gatunek o lata świetlne do przodu. Przyjrzyjmy się jego drodze do sławy.
Na początku była linia kodu… a potem Neal Stephenson.Neal Stephenson urodził się niemal pól wieku temu – w Halloween 1959 roku w rodzinie słynącej z naukowych tradycji. Podczas gdy matka godzinami przesiadywała w laboratorium biochemicznym, ojciec zajmowal się wykładaniem inzynierii w szkole wyższej, to dziadkowie – odpowiednio ze strony ojca i matki pracowali jako fizycy i biochemicy. Łatwo zatem można było przewidzieć, że nauka zafascynuje młodego Neala. I faktycznie – po skończeniu w 1977 roku prestiżowego liceum Ames, uważanego w Stanach Zjednoczonych za jedną z najlepszych szkół średnich , studiował fizykę, a równolegle zajmowal się geografią. Mimo zdobycia w 1981 roku wyższego wykształcenia nie poszedł w ślady rodziców i zamiast na stałe zostać naukowcem secjalizującym się w naukach ścisłych, albo chociaż historykiem jak wuj, do którego jeszcze wrócimy, postanowił zająć się innymi rzeczami: przez pewien czas pracował jako doradca w firmie Blue Orogin i uprawiał ziemię.A w wolnych chwilach pisał.
Poczatkowo Stephenson nie planował zająć się pisarstwem na poważnie. A już na pewno nie zamierzał zostać pisarzem SF.Dlaczego zatem nie został naukowcem, jak rodzice i dziadkowie? Sam przyznaje, że to było dość niezwykłe; tym bardziej, że uważa się za maniaka nauki. Znam ludzi, którzy docieraja do pewnego punktu w naukowej karierze, a potem cofają się ponieważ przekroczyli próg hiper-specjalizacji. Nie doszedłem do tego momentu – mówi. – Jestem czubkiem [na punkcie nauki]. To co mi się przydarzyło, jest bardzo niezwykłe. Byłem na dobrej drodze do tego by zostać na dobre naukowcem, gdy zdarzyło mi się, że zostalem opublikowany. I to właśnie robię po dziś dzień. Napisałem dwie powieści, których nikt nie opublikował, a potem wydano „the Big U”, która jednak sprzedała się w śladowych ilościach. Następnie napisałem jedną powieść, prawdziwe gówno, na szczęście nikt jej nie opublikował. Wydałem „Zodiac”, ale znów nie sprzedałem go zbyt dużo.(...) Fantastyka10/2009 |
|