Literatura piękna / Fantasy

Tytuł:Akwaforta. Uczta Wyobraźni
Autor: K.J. Bishop
Seria:Uczta Wyobraźni
ISBN:978-83-7480-086-0
Tłumaczenie:Michał jakuszewski
Oprawa:twarda
Format:135 x 205
Liczba stron:323
Rok wydania:2008
Cena detaliczna:35.00 zł

Gdzie kupisz książkę



Powieść nominowana do World Fantasy Award. W mieście akwaforty sztuka przenika do życia, a sny i jawa mieszają się ze sobą. Wkrótce rozkwitną tam wspaniałe, przerażające cuda…
Uciekając przed duchami przeszłości, lekarka i ścigany przestępca opuszczają zniszczony Kraj Miedzi i docierają do miasta Ashamoil. Gdy jednak spróbują zbudować tam dla siebie nowe życie na gruzach starego, przekonają się, że duchy przeszłości są również duchami przyszłości.
AKWAFORTA to znakomity debiut, powieść rozgrywająca się w niezwykłym, pełnym wyobraźni świecie… wspaniała książka, znacznie ambitniejsza i lepiej napisana niż większość debiutów.
Ten niepokojąco dekadencki debiut powinien przypaść do gustu miłośnikom ambitnej dark fantasy.


Mur skończył się w miasteczku Proof Rock. Późnopopołudniowe słońce
grzało z siłą ogniska, a nad spieczoną ziemią roiły się muchy. Raule
siedziała ciężko w siodle. Koszula i spodnie kleiły się do jej skóry od potu,
a stopy niemal upiekły się w ciężkich buciorach. Rozejrzała się wokół bez
zbytniej ekscytacji.
Podobnie jak większość osad w Kraju Miedzi, Proof Rock robiło wrażenie
zbudowanego z pozostałości po dawniejszych osiedlach. Jedynymi
widocznymi mieszkańcami byli nieliczni staruszkowie i staruszki, którzy
drzemali na gankach i balkonach, sztywni jak wystrugani z drewna. Zamknięte
drzwi i okiennice dopełniały obrazu opuszczonego gniazda.
Na skraju miasta znajdowała się gospoda sklecona z fragmentów złomu.
Na ceglany ganek rzucały cień brezentowa markiza oraz usychająca
palma. Za drzwi służył koc przewieszony przez drut, okna zaś wypełniały
worki, uniemożliwiające zajrzenie do środka. Do poręczy przed
gankiem przywiązano cztery wielbłądy. Raule obrzuciła je szacującym
spojrzeniem. Wyglądały zdrowo, miały piękne czapraki, ale brakowało
im dzwonków.
Zsunęła się z siodła, przywiązała wielbłąda do poręczy i podeszła do
wejścia. Miała na plecach lekarski tornister, świadczący, że nie stanowi
zagrożenia, ale prawą dłoń trzymała blisko obrzyna, który wykonała
własnoręcznie, pozbawiając strzelbę znacznej części lufy.
Odsunęła koc. Przywitały ją półmrok, wysypana trocinami podłoga,
brzęczenie much oraz niemal nieznośny żar. Temperatura panująca na
zewnątrz wydała się jej w porównaniu z tym całkiem przyjemna. Jedynymi
gośćmi byli czterej mężczyźni grający w karty przy stoliku pełnym
butelek, szklanek i stert banknotów. Wszyscy mieli stroje o ciemnych
barwach, na których zapięli pasy z bronią i amunicją. Ich twarze niknęły
w cieniu pod szerokimi rondami kapeluszy. Ten widok wróżył kłopoty.
Wszyscy odwrócili się jak jeden mąż, spoglądając na Raule.
Jeden z nich, szczupły mężczyzna, był całkowicie spowity w czarne
domino, a dolną część twarzy osłaniała mu chusta. Raule uśmiechnęła
się w duchu, widząc tak spektakularną karykaturę wyrzutka. Wtem jej
uwagę przyciągnęła szabla, która wisiała u boku nieznajomego, opierając
się czubkiem o podłogę. Znała tę długą, lekko zakrzywioną pochwę.
Mężczyzna naciągnął mocniej kapelusz, jakby się obawiał jej wzroku.
Jednakże w tej samej chwili jego palce, obleczone w czarne rękawiczki,
zabębniły po blacie, z pozoru od niechcenia. Raule odczytała znaczenie
tego gestu:
Miło cię zobaczyć. Później.
Pozostali trzej obrzucili ją spojrzeniami, które również zdawały się
mówić: „później”, aczkolwiek w innym kontekście. Nie przejęła się tym
zbytnio. Później będą w sztok pijani.
Pomijając duchy prześladujące ją we śnie, Raule od z górą pół roku
nie widziała znajomej twarzy, czy to przyjaznej, czy wrogiej. W pierwszej
chwili miała ochotę odjechać, ale ostatnio czuła się bardzo samotna. Podeszła
do baru, w nadziei że się czegoś napije i dostanie wodę do umycia.
Nie dostrzegła za nim nikogo. Jej nozdrza wypełnił ostry smród.
Zajrzała za kontuar i zobaczyła ciało starszego mężczyzny, który z pewnością
był barmanem. Coś ciężkiego i ostrego rozłupało mu czaszkę jak
skorupkę jaja. Kałuża krwi nie zdążyła jeszcze zakrzepnąć. Na półce
pod barem stało kilka butelek, ale Raule postanowiła na razie dać sobie
spokój z alkoholem. Między dwiema płytami blachy tworzącymi tylną
ścianę znajdowała się szpara, za którą było widać drugą izbę. Raule ruszyła
w tamtą stronę, nie oglądając się za siebie.
– Stój, kobieto.
To nie był głos jej znajomego. Brzmiał twardo jak zgrzyt żużlu trącego
o żelazo. Raule przystanęła.
 

Ocena czytelników

10.00
Treść:
Jakość wydania:
Ocena subiektywna:
10.00/10
10.00/10
10.00/10
Musisz się zalogowac,
żeby ocenić
Jak oceniali inni Legenda ocen

Inne książki autora:

Komentarze

Dodaj komentarz:

Tytuł: Imię/Nick:
Treść: E-mail:
Strona WWW:
Wstaw kod z obrazka: